|
Mariusz Stróżyński
|
|
12.06.2008; 07:08 |
Felietony / Historia-fakty i mity Noc z 13 na 14 czerwca 1944 roku zapowiadała się spokojnie. Obsada stanowiska obserwacyjnego w okolicach Gillingham zajęta była właśnie przygotowywaniem cogodzinnego, rutynowego meldunku, który miał być przekazany telefonicznie do miasta, gdy od strony południowej na niebie usłyszano dziwny pomruk. Z początku nikt nie zwrócił na to uwagi, gdyż uwijające się co pewien czas w powietrzu samoloty sprzymierzonych wspierające niedawno rozpoczętą inwazję skutecznie odpierały ataki z rzadka pojawiających się samolotów Luftwaffe. Dziwny pomruk jednak narastał budząc początkowo bardziej zainteresowanie niż obawę. Dowódca obsady, starszy już wiekiem farmer Tom Welsh chwycił zawieszoną na szyi lornetkę i doświadczonym wzrokiem zaczął badać sektor, z którego dobiegał tajemniczy pomruk. W końcu po chwili zobaczył coś czego jeszcze nie widział. Był to myśliwiec o dziwnym kształcie lecący na wysokości około 1800 metrów. Szybko starał się przypomnieć wszystkie sylwetki samolotów wroga jakie na szkoleniach wtłaczali im wojskowi. Żaden jednak nie pasował do tego co widział. Na dodatek ten dziwny, pojedynczy samolot zmierzał na północ, czyli w kierunku niedalekiego Londynu. Nie odrywając wzroku od samolotu rozkazał zadzwonić do komendy OPL w Gilingahm. Wziął słuchawkę i nieco wystraszonym głosem zameldował oficerowi dyżurnemu o lecącym obiekcie. Kiedy zaczął mówić o sylwetce dziwny pomruk nagle umilkł i samolot zaczął spadać, by po dłuższej chwili zniknąć za odległą ścianą lasu. Welsh ujrzał wtedy najpierw olbrzymią kulę ognia, a po potem usłyszał bardzo głośny wybuch. Nie zdawał sobie sprawy, że był świadkiem pierwszego ataku pocisków V-1, legendarnych „latających bomb”.
|
|
Czytaj całość
|
zdjęcie jakieś znajome, jak...
Obawiam się, że przynajmnie...
"Grzybiarze" przeka...
Ech ci "grzybiarze" :)