|
III edycja Wekeendu z Historią "Jak Czarniecki do Poznania" |
|
Sławomir Sobócki (KaktuS)
|
|
30.09.2008; 13:28 |
Wiadomości / Wydarzenia
Czas: 26-28 września br. Miejsce: Piknik militarno - historyczny Dzień Otwarty Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu im. Stefana Czarnieckiego. Atrakcje: pokazy sprawności pododdziałów wojskowych podczas ataku na patrol i podczas zatrzymania terrorystów, prezentacje grup rekonstrukcji historycznych, zwiedzanie Muzeum Broni Pancernej i izby pamięci poświęconej Stefanowi Czarnieckiemu wypełnionej rekwizytami z filmu „Ogniem i Mieczem”, wielka parada historyczna przez centrum Poznania. Z piewszej linii: moc ludzi, według relacji prasowych teren CWSL odwiedziło ponad pięć tysięcy osób.
Muzeum Broni Pancernej wystawiło na świeże powietrze wiele sprzętu muzealnego, dodatkowo zjechali tłumnie prywatni właściciele pojazdów z demobilu. Nie byłem w stanie zliczyć ile było, ale jak na dużym zlocie obejrzeć można było pełen przekrój od broniącej niepodległości we wrześniu 1939 r. tankietki TKS, przez produkcję U.S.A. czyli transportery Half-track, sztuk trzy, każdy w innej wersji, wsparte przez ciężarówki GMC i Willysy, po sprzęt produkowany u nas i na wschodzie, a niedawno jeszcze będący na stanie armii. Motocykli różnego wieku i pochodzenie również nie brakowało. Co było na chodzie i nie na stalowych gasienicach przejechało od Golęcina na Plac Wolności i z powrotem podczas pięknej parady historycznej. Militarnych wsparły jadące konno konno Drużyny Książęcej Grodu Grzybowskiego, Husarii i 15 Pułku Ułanów Poznańskich. Za wyjątkiem paru miłośników jazdy na trzeciego usiłujących wbić się w militarną kolumnę bylismy bardzo ciepło przyjmowani przez Poznaniaków.
Jako członek jednej z Grupy Rekonstrukcji Historycznych "Odwach" przybliżałem głodnym historii etos jednostki, zadawałem szyku w historycznym mundurze i oporządzeniu, odpowiadałem wyczerpująco na pytania dotyczące zgromadzonych artefaktów i replik uzbrojenia i wytrwale broniłem się przed "pandałuskami", czyli przed nieletnimi zbieraczami pamiątek po wojsku nazwanymi tak od prośby " pan da łuskę ". Piękna pogoda dopełniła reszty pozytywnych wrażeń. Niestety władca Muzeum - kapitan Ogrodniczuk, odziany w na ta okoliczność w mundur brytyjskiego spadochroniarza z czasów II wojny światowej, w takim dniu absolutnie nie miał czasu na refleksyjne romowy o remoncie Stuga, jego szary beret i Denison poruszał się z prędkością światła i na wysokości lamperii po całym terenie imprezy...
|
W związku z odkryciem i bad...
No tak. Jakże mogłoby być i...
Muzeum Sieradz - sprawa zos...
jestem nurkiem moge pomoc