Istnieliśmy, istniejemy i...będziemy istnieć. Tworzymy hermetyczne środowiska, by spotykając się w grupach, ukradkiem penetrować wykrywaczami pola i lasy. Jest nas (wg. różnych źródeł) około kilkudziesięciu tysięcy w całej Polsce. Gdybyśmy więc wszyscy spotkali się w jednym miejscu o jednym czasie i podnieśli w górę swoje wykrywacze powstał by duży i gęsty las. Postronni mają nas za nieszkodliwych wariatów, służby ochrony zabytków (w części) za przydatnych czasami pasjonatów, zaś spora część środowiska archeologicznego i służby mundurowe uważają nas za osoby notorycznie łamiące prawo. Kim więc jesteśmy? Pasjonatami, hobbystami, czy może przestępcami?
Tak skrajna ocena spowodowana jest kilkoma istotnymi czynnikami, które kształtują skrajne o nas opinie. Pierwszy z nich, to dość niszowa pasja jaką jest archeologia i historia. Przeciętny Polak wychowany na ciężko wpajanych datach na lekcji historii oraz romantyczno-ekstatycznych uniesieniach w wykonaniu Indiany Jones'a i Pana Samochodzika otrząsa się na myśl, iż historia może być pasjonująca. Z kolei z tej opinii wyłania się kolejny nico mityczny czynnik o wielkich fortunach i skarbach odkrywanych przez poszukiwaczy. Z tego wyłonił się następny sposób zaszufladkowania naszej społeczności. Pierwsza grupa to pasjonaci, dla których historia jest częścią życia. Tych dzieli się na filantropów (ludzi przekazujących wszystkie znaleziska muzeom) i kolekcjonerów, którzy w dużej części z zapałem kolekcjonują i opisują swoje zbiory. Druga część poszukiwaczy, to handlarze, a więc ludzie dla których każde odkrycie ma jedynie wartość materialną, i którzy z tego zrobili branżę generującą spore obroty. Postrzeganie znaleziska przez pryzmat materialny dzieli ich na kolejne dwie podgrupy. Handlarzy zabytkami (bardzo dobrze orientujących w cenach kolekcjonerskich) oraz złomiarzy, dla których każde znalezisko ma wartość złomu trafiającego do chińskich hut stali. W końcu wyłania się trzecia, najbardziej kontrowersyjna grupa "poszukiwaczy", a mianowicie ludzie pozyskujący broń oraz materiały wybuchowe ze znalezisk. Ocena ta powstała na podstawie logicznej obserwacji naszego środowiska, które dla każdego logicznie myślącego poszukiwacza jawi się jako podzielone na kasty społeczeństwo rządzące się swoimi, niekoniecznie zgodnymi z prawem zasadami. Jak to bywa, do oceny człowieka bierze się pod uwagę jego najgorsze cechy. Tak jest też w naszym przypadku, a że również dla siebie chcemy na siłę stanowić konkurencję, nie chwaląc się dokonaniami nie ujawniamy jednocześnie naszych dobrych cech. Nieco więcej obiektywnej oceny przedstawili nam pracownicy służb ochrony zabytków, którzy od wielu już lat "odważyli" się na owocną dla obu stron współpracę. Dyskusje na temat naszej dość kontrowersyjnej (jak widać) społeczności wybuchły ze zdwojoną siłą po niedawnej nowelizacji ustawy o ochronie zabytków, dzięki której ze stronniczego już wcześniej prawa zrobiono absurd stwarzając pole do dowolności interpretacji dużej części ustawy przez urzędników. Potwierdza się więc stara zasada, iż urzędnicy tworzą przepisy dla własnych potrzeb. Nie dość, iż interpretacją zepchnięto nas do półlegalnych struktur, to dano również doskonałą możliwość obejścia przepisów przez grupy działające nielegalnie. Suma sumarum wsadzono nas do jednego worka z przestępcami. Prawda, że prościej? Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dyskusje te mające charakter wstępny rozpoczęły się już między środowiskiem archeologów, służb ochrony zabytków a bardziej lub mniej formalnymi grupami poszukiwaczy. Pozytywną cechą tych dyskusji jest nadanie im nieformalnego statusu debaty publicznej mającej na celu "cywilizowanie" prawa. Jednakże o ile strona "państwowa" jest do tych rozmów przygotowana o tyle eksploratorzy nie mają w zanadrzu mocnych argumentów, co jeszcze bardziej dyskredytuje nas w oczach urzędników. Mamy przeciwko sobie scentralizowaną i istniejącą od dawna instytucję opierającą się o ministerialne fotele, zaś my poszukiwacze stanowimy rozdrobnione grupy nie mające wspólnych celów, nie potrafiące uargumentować swoich z rzadka wspólnych postulatów, a przede wszystkim nie mające wspólnego, tworzonego latami współpracy języka. Cóż z tego więc, że jest nas wielu...ale wielu samotników, którzy z uporem Don Kichota walczą z wiatrakami cierpliwie mielącymi stosy absurdalnych dokumentów biurokracji. W listopadzie 2006 roku pod patronatem OODA odbyła się konferencja z udziałem przedstawicieli naszego środowiska. Dwie zwaśnione strony, czyli archeologów i poszukiwaczy próbowała namówić do rozmowy OODA. Efektem tego były trwające do dziś pyskówki na temat wystąpień naszych przedstawicieli, z których wielu do dziś jest wrogami nr 1 archeologów (np. VanWorden). Cóż z tego, że płomienne przemowy wygłaszał zarówno on jak i Proteus. Skoro mieli przed sobą stare wygi w temacie, którym nie w smak jakiekolwiek zmiany w przepisach, a przede wszystkim jakiekolwiek dyskusje z przestępcami. I tu znowu pojawia się temat braku wsparcia dla dyskutantów ze środowiska eksploratorów. Brak jasnego i jednolitego zdania w kwestii przepisów spowodowała, iż byli oni w zasadzie zakrzyczani. Bo którz ma nas reprezentować, skoro jesteśmy tak podzieleni? Póki co samozwańczym reprezentantem poszukiwaczy stała się redakcja Odkrywcy, co przyniosło raczej odwrotny do (mam nadzieję) zamierzonego skutek. Rodzi się jednak pytanie: czy nadal skazani jesteśmy na taką reprezentację? Czy nie stać nas na integrację i federację, a konsekwencji wyłonienie grupy reprezentantów, którzy w wyniku spotkań miedzy stowarzyszeniami i nieformalnymi grupami mogli by wypracować wspólne zdanie? Czy nie umożliwiło by to skuteczniejszy lobbing na szczeblu ustawodawczym? Mimo wszystko wierzę jeszcze, że światełko w tunelu nie zgaśnie, a na przekór wszystkiemu rozbłyśnie blaskiem logiki spchając cienie głupoty, ignorancji i zawiści.
Posłuchaj fargmentów wystąpień poszukiwaczy na konferencji OODA w listopadzie 2006 roku
Myślę, że jeszcze ten czas nie nadszedł. Teraz, jak słusznie zauważyłeś należy budować zaufanie i markę a dopiero wtedy, przy takich podwalinach szukać poparcia w środowisku, które kieruje się stereotypami.
W związku z odkryciem i bad...
No tak. Jakże mogłoby być i...
Muzeum Sieradz - sprawa zos...
jestem nurkiem moge pomoc